Tak, to był on! I nie był sam, towarzyszyła mu Matylda. Zaparkował auto przed bramą i oboje wysiedli.
Doskonale wiedziałam, że gdy tylko mnie zobaczy, zaraz coś niedobrego z tego wyniknie...
- Ewka! Patrz - powiedziałam cicho do brunetki. - To mój ojciec!
- Spokojnie - próbowała uspokoić mnie Ewa - pewnie wrócili z zakupów. Zaraz sobie pójdą i będzie spokój.
- Jasne - pomyślałam.
No i Ewcia się pomyliła. Ojciec, gdy wysiadł z auta, od razu spojrzał w naszą stronę. Dłuższą chwilę się wpatrywał, po czym usłyszałam jego głos...
- No proszę! Kogo my tu mamy - doszedł mnie jego donośny, zimny głos.
- Czyżby Lidzia przyjechała spać na wycieraczce? - zawtórowała mu Matylda.
- Niedoczekanie Wasze! - odkrzyknęłam. - Niczego od Was nie chcę! Dajcie mi spokój!
Nie, nie dali mi spokoju. Co gorsza, jeszcze podeszli do mnie i do Ewy.
- Ślicznie! Tym nierobom to pomagasz, ale jak własnemu ojcu, to nigdy - zaczął grzmieć mój rodzic. - Aż miło popatrzeć, jak tutaj uwijasz się z łopatą.
- Jak widzisz, nie jestem w tym sama - odparowałam.
- Nie pozwalaj sobie, Mariusz - powiedziała Ewa - niby jakim prawem nazywasz nas nierobami, co?!
- Znalazłaś sobie męża piłkarza i co, taka zadowolona z tego jesteś? To nie jest żaden zawód! Ciekawe, co zrobisz, jak złapie jakąś kontuzję i się skończy kariera. I Ty tak samo - ojciec spojrzał na mnie. - Ale nie licz, że Ci pomogę wtedy! Pójdziecie razem żebrać, nie obchodzi mnie to. Zero wykształcenia, kto Was gdzie zatrudni?!
- Jakbyś nie wiedział, Łukasz ukończył technikum, ja też zresztą - odparła Ewa - więc przestań pieprzyć głupoty, jak nie wiesz! I zostaw wreszcie Lidię w spokoju! Ona Ciebie nie chce znać, rozumiesz to czy nie?!
- Uwierz, że damy sobie wszyscy radę, i nie potrzebuję wcale Twojej pieprzonej pomocy! Zadław się swoimi pieniędzmi! - odparłam - nic Ci innego w głowie! Nie masz w sobie żadnych ludzkich uczuć! Jak myślisz, dlaczego uciekłam?! Właśnie przez to!
Przy Ewie nie bałam się wygarnąć ojcu tego, co czułam. W pełni zasłużył sobie na te słowa.
- A Ty, moja kochana macoszko, tak samo - zwróciłam się teraz do Matyldy - tak Ci dobrze było pomagać w znęcaniu się nade mną?! Taką miałaś radość z tego?!
- Bezczelna smarkulo, dostawałaś to, na co zasługiwałaś - odparła Matylda zdenerwowanym już tonem - i jak Ci nie wstyd wydzierać się teraz na osoby, które otaczały Cię opieką?! Na ojca, który ręce sobie urabiał, by Ci niczego nie brakowało?!
- Dosyć już tego! - krzyknął ojciec - Lidia, jeszcze tylko słówko piśniesz, to ja zrobię z Tobą porządek!
- Co niby mi zrobisz?! Już się Ciebie nie boję, rozumiesz to?! I wściekaj się ile chcesz - odparłam - poza tym, kto wie, czy to nie przez Twoją ukochaną Matyldę mama i Martyna nie żyją?!
- Co Ty bredzisz, chora dziewczyno - odparowała Matylda - jesteś po prostu nienormalna! Lecz się!
- Wynoście się stąd - krzyknęła Ewa - ale już! A jak nie, to inaczej zadziałam!
- Chodź, Matylda, idziemy od tych idiotów - powiedział ojciec. - A Ty, jeszcze pożałujesz tej ucieczki! - powiedział mi na odchodnym.
Już nic nie odpowiedziałam. Ojciec i Matylda opuścili podwórko, po czym przed drzwiami frontowymi pojawił się Łukasz.
- Co to za wrzaski? - zapytał. - Ewa, o co chodzi?
Rzadko widywałam Ewę krzyczącą, ona zawsze jest opanowana, spokojna i uśmiechnięta. Ale tym razem się nie dziwiłam... Ojciec doprowadziłby najspokojniejszą i najcichszą osobę do szału i wściekłości.
- Nie widzisz? - Ewa pokazała ręką na odchodzących do domu ojca i macochę. - Mieliśmy "przemiłą" wizytę.
- Czego chcieli? - dopytywał się Łukasz.
- A jak myślisz? Uczepili się Lidii - powiedziała Ewa. - Kochana, co jest? Płaczesz?
Pokiwałam bezwiednie głową. Faktycznie, łzy zaczęły mi kapać z oczu, wszystkie wspomnienia z dzieciństwa stanęły mi w oczach.
- Już dobrze - Ewa objęła mnie ramieniem. - Idź do domu, ochłoń, ja tu szybko dokończę odśnieżanie i zaraz przyjdę.
Zgodziłam się w milczeniu. Ewa znów chwyciła za łopatę, ja poszłam do domu i od razu skierowałam swoje kroki do pokoju. Ledwie do niego weszłam, a zaraz za mną wszedł mój ukochany.
- Lidia, nie płacz - powiedział i od razu mnie mocno przytulił. - Oni nie są warci, abyś płakała przez nich!
- A miałam nadzieję nie spotkać ich już nigdy więcej - wymamrotałam.
- Rozumiem - powiedział cicho. - Już dobrze, Lidia, jestem przy Tobie...
***
Szybko zrobiło się ciemno za oknem, wiadomo, jak to jest podczas zimy. Nastał sobotni wieczór. Zaczęło niestety padać, za oknem aż świstało. Ale mi było ciepło - nie tylko z powodu porządnie grzejących kaloryferów, ale też z powodu obejmującego mnie blondyna. Siedzieliśmy sobie wszyscy w salonie, Sara grała w gry komputerowe na laptopie Łukasza, Łukasz oglądał w TV serial komediowy, natomiast ja rozmawiałam z Ewą i Marco.
- Lidia, nie rozpamiętuj tego co się stało - mówiła Ewa - pomyśl, już jutro wyjeżdżamy z powrotem do Niemiec i nie zobaczysz już ich!
- I nie masz pojęcia, jak mnie to cieszy - powiedziałam z mocą.
- Mario ma jakieś plany na Wigilię? - Łukasz zagadnął Marco.
- Oj, chyba nie - powiedział Marco. - Lidia, spędzamy ten wieczór we trójkę?
- Nie ma mowy! Skoro tak, wszyscy wy trzej będziecie u nas - powiedziała Ewa. - W taki wieczór nikt nie powinien być sam.
- Dokładnie! - powiedział Łukasz. - Miejsca starczy dla wszystkich.
- Wy jesteście mi bliżsi niż jacykolwiek inni moi krewni - roześmiał się Marco.
- Łączy nas BVB! - odezwała się nagle Sara.
Wszyscy się uśmiechnęliśmy, podsumowanie Sary było strzałem w dziesiątkę. Ale to nie tylko Borussia nas wszystkich tak łączyła.
- Okej, Sara, idę przygotować Ci kąpiel - powiedziała.
- Dobrze! Nie zapomnij nalać mojego czekoladowego płynu - powiedziała z zapałem Sara.
- Gdzieżbym mogła - roześmiała się Ewa i poszła.
Wyluzowana spojrzałam w oczy Marco. Ten uśmiechnął się do mnie i poczochrał moje włosy.
- Więc Wigilię spędzamy razem, kotku - powiedział - super!
- No i z Mario oczywiście - dodałam - ale on chyba jeszcze nie wie, że jest zaproszony?
- Chyba nie - odparł Marco - ale się dowie. Nie będzie sam w taki wieczór siedział zamknięty w czterech ścianach, prawda?
- Tylko co, jak powie, że nie chce się narzucać czy coś w tym stylu? - zaniepokoiłam się.
- To wtedy ja tam pójdę i z nim pogadam - powiedział Łukasz, odrywając się na chwilę od telewizora.
- Mario na pewno chętnie spędziłby święta z rodziną, tylko gdzie ta rodzina? Zresztą, ja też już nie mam rodziny - odparł Marco.
- Ale będziesz ją miał - powiedziałam. - Masz mnie.
- Kochanie moje... - Marco ucałował mnie czule w skroń.
***
24 grudnia, Wigilia.
A zatem nadszedł ten wyjątkowy, wspaniały dzień, Wigilia Bożego Narodzenia. Oprócz Marco i Mario mają przyjść również Kuba, Agata i Oliwka. Gdy Kuba powiedział Łukaszowi, że nie mają zamiaru jechać do Polski na święta, ten mu zaproponował, aby przyszli do nich. Z chęcią na to wszyscy przystali.
Mój ukochany i jego najlepszy przyjaciel mogą czuć się trochę niezręcznie, gdyż będą jedynymi Niemcami, reszta to będą sami Polacy.
Od rana w domu panuje niezły rozgardiasz. Łukasz rano pojechał wraz z córką po choinkę, którą następnie obie ustroiłyśmy na żółty kolor. Zawiesiłyśmy mnóstwo bombek z logiem Borussii.
A oprócz tego, pomagam naturalnie Ewie w przyrządzaniu potraw. Łukasz również próbował coś wczoraj pomóc w kuchni, ale gdy niefortunnie rozsypał na siebie mąkę i skaleczył się w rękę, krojąc ciasto, Ewa wyprosiła go z kuchni i zagoniła do sprzątania domu.
Łukasz to świetny człowiek, ale mistrzem gotowania to on nie jest, niestety.
Wigilia ma zacząć się o dziewiętnastej. Im bliżej tej godziny, tym bardziej Ewka biega poddenerwowana.
- Lidia! Sprawdź, czy ciasto się dopiekło - poprosiła mnie, sama natomiast zajmowała się karpiem po grecku.
- Oczywiście - odparłam. Wyciągnęłam sernik z piekarnika, sprawdziłam, czy jest dopieczony. Tak, był dopieczony.
- Jest dopieczony - obwieściłam.
- No to dobrze. Postaw go na stole, niech ostyga - powiedziała Ewa. - Cholera, już siedemnasta!
- Ewunia, nie panikuj - nagle w kuchni zawitał roześmiany Łukasz. - Mmm, czuję sernik! Mogę kawałek?
- Nie! - odparła Ewa - dopiero co wyjęte z piekarnika! Będziesz jadł, jak goście będą!
- Proszę... - Łukasz zrobił maślane oczka. - Głodny jestem!
- Odrobina postu jeszcze nikomu nie zaszkodziła - odparła Ewa.
Spojrzałam na zegarek. Jeszcze dwie godziny.
- Szybko zleci - pomyślałam.
Podeszłam do okna, jeszcze pierwsza gwiazdka się nie pojawiła. Ale zapewne niebawem się pojawi. Niebo dzisiaj przejrzyste, na pewno będzie widać gwiazdy.
_________________________________
WCIĄŻ ŻYJĘ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jakoś przebrnęłam przez ostatni tydzień i doczekałam upragnionego wolnego. Nie macie pojęcia, jak się z tego wolnego cieszę. Już myślałam, że padnę przez te technikum.
I dałam radę napisać ten rozdział, nie powala wprawdzie jakością, ale jest :)
Może spróbuję coś później ruszyć na drugim blogu, o ile ktoś jeszcze o nim pamięta xD
Nie wierzę, co się dzieje z Borussią? -.-
Mam nadzieję, że przerwa dobrze im zrobi, i polepszy się ich gra. I oby kontuzje się wyleczyły jak najszybciej!
I niech zarząd się za porządne transfery weźmie!
Z okazji zbliżających się Świąt, pragnę życzyć wszystkim Czytelniczkom wesołych, rodzinnych i udanych Świąt, duuużo prezentów pod choinką, zdrowia, szczęścia i pomyślności w życiu, a także Szczęśliwego Nowego Roku ;)
Buziaki! :*** Sylwia
Jesteś tu już? Zostaw komentarz, zmotywuj mnie!