sobota, 25 maja 2013

Rozdział 20.

Rozpaczliwie próbowałam się wynurzać na powierzchnię, ale raz po raz zapadałam się pod wodę. Zmęczenie, nerwy, strach, wszystko to pozbawiało mnie energii i wiary, że wszystko będzie dobrze... 
Zrobiło mi się chłodniej, tu woda była zimniejsza, tu gdzie było głębiej. Modliłam się tylko, żeby na przykład Robert albo Łukasz zaraz tu przejeżdżali łodzią motorową i mnie uratowali. Albo ktokolwiek, kto mógłby mi pomóc. 
- Ratunku! - zdołałam krzyknąć, podczas jednego wynurzenia. 
- Lidia! - usłyszałam nagle głos... Marco. - Płynę! 
- Nie mogę już! Tonę! - zdążyłam jeszcze zawołać i znów zapadłam się pod wodę. Coraz mniej oddechu, coraz krótszy, machałam jeszcze rozpaczliwie rękami, chcąc złapać tlenu. Niestety, nie mogłam korzystać z tego rozpuszczonego w wodzie, cóż, nie jestem rybą. 
- No to po mnie - pomyślałam - żegnaj, okrutny świecie! 
Już moje ramiona były zbyt zmęczone, jeszcze ten paniczny lęk, te zdenerwowanie. Gdy zamknęłam oczy, poczułam, że czyjeś ręce mnie ciągną ku górze. Po chwili poczułam tlen wchodzący w moje nozdrza. Zaczęłam intensywnie oddychać, jakże to była wielka ulga! 
To Marco mnie uratował. Dopłynął tutaj i mnie wyciągnął spod tafli wody. A gdyby nie jego ratunek, mogłabym już leżeć na dnie. 
Marco, trzymając mnie, płynął jak najszybciej do brzegu, a ja byłam w takim szoku, że nie mogłam nic powiedzieć, tylko łzy zaczęły mi lecieć z oczu, i wciąż głęboko oddychałam. 
W końcu dotarliśmy na brzeg, Marco wziął mnie na ręce i poniósł na ręcznik. 
- Na litość boską, nigdy więcej nie płyń tak daleko! - powiedział. 
- Wiem - zdołałam jedynie wydukać. 
Dziewczyny wyraźnie się zdenerwowały, zwłaszcza Ewa. 
- Lidia! Czemu tak daleko wypłynęłaś? Ja tu prawie zawału dostałam, dziewczyno! Te jezioro nie należy do najpłytszych! Proszę Cię, Lidia, nigdy nie... 
- Ewa! - zwróciła jej uwagę Agata - nie widzisz, że jest dziewczyna w szoku, a ty jeszcze krzyczysz? Zobacz, jaka roztrzęsiona! 
- Przepraszam - zreflektowała się Ewa - ja po prostu się martwię o Ciebie, Lidzia. Nie chcę Cię stracić. 
- Wszystko okej? - wtrącił się Mario. 
- Nie do końca - wydukałam. Ewa podała mi butelkę soku, trochę mi lepiej się zrobiło, bo miałam obrzydliwy posmak w gardle jeziornej, brudnej wody, której trochę niestety wypiłam, oczywiście nieumyślnie. 
- A gdzie Marco? - zapytała Agata. 
- Właśnie? - Mario zaczął się rozglądać. - O, w tamtą stronę poszedł! 
- Może do chłopaków? - zapytała Ewa.
- Nie wiem - odparł Mario - Marco, poczekaj na mnie!
I pobiegł za nim, a dziewczyny zostały ze mną. 
- Chcę wracać - powiedziałam - mam dość wrażeń na dziś! 
- Rozumiemy Cię doskonale - powiedziała Ania - Ewa, wyślij SMS Łukaszowi, że wracamy. 
- Okej - odparła Ewa, zrobiła to, o co poprosiła ją Ania. - Załatwione! Zwijajcie rzeczy i idziemy. 
Zebrałyśmy ręczniki, torby, wszystko co przyniosłyśmy ze sobą, i skierowałyśmy się w stronę chaty. 
- Pamiętacie drogę? - zapytała Ania.
- Raczej - odparła Ewa. - To była przecież prosta droga... 
- Ufam, że dobrze nas poprowadzisz - powiedziała Agata. 
- Dziękuję - uśmiechnęła się Ewa - zrobię, co w mojej mocy. 
Trafiłyśmy na dobrą drogę, już szłyśmy spokojnie lasem, ptaki śpiewały, ale też było pełno komarów...
- Ale się doczepiły ścierwa! - zdenerwowała się Anka, zabijając komara na swoim ramieniu - sio! 
- Ma któraś z was spray przeciw ukąszeniom? - zapytała Agata. 
- Oj... chyba w domu zostawiłam. Zapomniałam - powiedziała Ewa, niewinnie się uśmiechając. - Okej, jakoś to przeżyjemy! 
- Na pewno... a kysz! - zawołała Agata, zabijając komara na swojej łydce. 
Niby takie drobne organizmy, a ile krwi potrafią napsuć. 
- O, i jest nasza skromna chatka - powiedziała Ewa, gdy już dotarłyśmy na miejsce. 
- Dotarłyśmy - powiedziała dumnie Ania. - Muszę iść pod prysznic! 
- Łukasz mi odpisał, że niedługo wszyscy wrócą - powiedziała Ewa. 
- To dobrze - powiedziała Agata - ciekawe, jak się bawili na tych łodziach. 
Ja natomiast pobiegłam do swojego pokoju, usiadłam po turecku na łóżku i zaczęłam rozmyślać o zaistniałej sytuacji. Marco gdzieś szybko pobiegł, nawet nie mogłam mu podziękować za uratowanie życia. 
- Może jeszcze będzie okazja - pomyślałam. 













*** 










Wkrótce wszyscy wrócili do chaty, chłopaki byli w znakomitych nastrojach. Opowiadali z przejęciem, jak super było na łodziach motorowych. Siedzieliśmy wszyscy na tarasie, w cieniu, popijając chłodne napoje, Agata miała nawet wachlarz, którym się dodatkowo chłodziła. 
- Robert to jak wariat jeździł - powiedział Mats. 
- Bez przesady - zaśmiał się Robert - nie zabiłbym nas. 
- Oj, Robert, Robert - westchnęła Ania - widzę, że lubisz adrenalinę.
- No pewnie - uśmiechnął się. 
- Co byście na obiad chcieli? - zapytała Ewa. 
- Ja tam nie jestem wybredny - powiedział Kuba. - Może być cokolwiek. 
- Mi tego nie wmówisz, kochany - zaśmiała się Agata.
- Serio! Nie jestem wybredny - powiedział Kuba. 
- Tak, jasne... - powiedziała ironicznie Agata. 
- Pizzę upiecz - powiedział Łukasz.
- Żebym jeszcze mąkę miała - powiedziała Ewa.
- Nie prościej gotowe zamówić? Jest tu w ogóle miasto jakieś w pobliżu? - zapytał Mario.
- Jest, jest - powiedział Kuba - ale kto by auto prowadził? 
- Ja tylko trochę owocowego wypiłem, i w sumie nic nie czuję - powiedział Łukasz - mógłbym prowadzić. 
- Na pewno? - zapytała Ewa. - Nie chcę, żeby...
- Spokojnie - zaśmiał się Łukasz - nie będzie żadnego wypadku. 
- Okej - odparła. 
Proponowali mi jechać z nimi, ale odmówiłam. W końcu pojechali Robert z Anią, Łukasz, Ewa i jeszcze Kuba się dołączył. Wszyscy Polacy! 
- To ja idę do siebie - powiedziała Agata. - Straszny tu upał, mimo że cień. 
Ja również weszłam do domu. Z pokoju Mario i Matsa, którzy już zdążyli się tam schować, słyszałam śmiechy i odgłosy wygłupów. Oni to się uwielbiali. 
- Pewnie Marco z nimi siedzi - pomyślałam.
Ale weszłam do pokoju, a tam Marco siedział sobie samotnie na łóżku, sprawdzał coś na komórce. 
- Może teraz jest okazja - pomyślałam - odwagi, dziewczyno, odwagi, panno Miller! 
Wzięłam po cichu głęboki oddech. 
- Marco... - odezwałam się - dziękuję, że mnie uratowałeś. Inaczej już bym leżała na dnie. 
Więcej nie dałam rady powiedzieć, normalnie aż zatykało mnie. Na szczęście on teraz się odezwał. 
- Nie masz za co dziękować - powiedział cicho - poza tym, byłaś naprawdę dzielna! 
- Wątpię... - powiedziałam. - To... tylko tyle miałam do powiedzenia - powiedziałam nieśmiało i wyszłam z pokoju. 









*** 









Jestem skończoną idiotką po prostu! Stchórzyłam i wyszłam sobie! A już jakakolwiek rozmowa była rozpoczęta! Nienawidzę tej mojej nieśmiałości! 
Nigdy nie wyjaśnimy sobie wszystkiego z Marco, to niemożliwe. Chociaż uratował mi życie, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna i będę wdzięczna do końca życia. 
Poczułam się naprawdę fatalnie. Niedługo towarzystwo wróciło z pizzą, oraz procentowymi napojami, które także zdążyli nabyć. Jedliśmy wszyscy na tarasie. Pizza była wyśmienita, ale w tym nastroju nie miałam wielkiego apetytu. 
- Coś taka smutna? - zapytała mnie Ewa - nie przejmuj się już! Wiesz, że już nigdy nie dopuścisz do takiej sytuacji! 
- I nie wypłyniesz na tak głębokie wody - powiedział Łukasz. 
- Teraz w ogóle, nieprędko wejdę do jeziora - powiedziałam.
- Rozumiemy - powiedziała Agata - miałabym podobnie jak Ty, traumę. 
Akurat nie przez to miałam takiego doła, ale przecież nie mogłam zdradzić im tej tajemnicy, zwłaszcza, że przy stole był też Marco. 
Już było popołudnie. Ale upał nie odpuszczał. Chłopaki nie żałowali sobie zimnego piwa. Dla mnie też przewidzieli odpowiednią dawkę. 
- Lidia, zdrówko! - uśmiechnął się Mats. 
- Wzajemnie - odparłam. 
Marco też troszkę wypił, ale nie tak, że ledwo na nogach się trzymał. Mario jednak troszkę przesadził. 
W końcu dziewczyny zarządziły, że koniec picia procentowych napoi, i czas na sjestę. 
Agata i Kuba poszli do swojego pokoju, Ewa i Łukasz do swojego, Robert i Ania również do swojej sypialni poszli. Ja leżałam na leżaku, trochę odczuwałam, że wypiłam. 
- Ej, chłopaki, chodźcie na maliny - powiedział Marco.
- A daj spokój, upał praży - jęknął Mats. 
- Oj tam - Marco machnął ręką - to może Ty, Mario?
- Nie dam rady - powiedział Mario - te piwo chyba było za mocne. 
- Chce ci się szwendać po lasach, i kleszcze zbierać? - wykrzywił się Mats.
- Lasy są fajne - powiedział Marco. 
- I niebezpieczne! Wilki, lisy, dziki biegają - powiedział Mario. 
- To bierzesz kija i...
- Tak, już widzę, jak odganiasz dzika kijem - zaśmiał się Mario. 
- Ej, no, chodźcie, mówię poważnie - powiedział Marco.
- To idź sam - powiedział Mats.
- Zwariowałeś? Sam? To zbyt niebezpieczne - powiedział Marco. 
- Lidia! - zwrócił się do mnie Mario - może Ty z nim pójdziesz, co? 
- No nie wiem... - westchnęłam.
- Idź! - powiedział Mats - nazbieracie trochę malin! 
- Co będziesz leżeć i się nudzić? Przejdź się - wtórował Matsowi Mario. 
Naciskali, więc chcąc nie chcąc, podniosłam swój tyłek z leżaka, Marco jeszcze wziął woreczki na te maliny, a Mats i Mario obiecali powiedzieć reszcie, dokąd się wybraliśmy i po co. 
Z bijącym mocno sercem, poszłam z blondynem na malinową wyprawę. Moje mięśnie u nóg zaczęły zmieniać się w galaretę... 





______________________ 





Mam nadzieję, że Wam się podoba ;) 
Wiecie, że kiedyś miałam podobną sytuację jak Lidka? :O 
Tzn. troszkę inaczej to wyglądało (było to w odgrodzonym siatką fragmencie jeziora) 


Już dzisiaj ten mecz! Jak tam przygotowania u Was? U mnie już cola chłodzi się w lodówce, chipsy leżą i czekają, paznokcie już pomalowane na żółty i czarny kolor, potem oczywiście założę także koszulkę i szalik BVB :) 
20:45! Czekam, czekam, czekam z niecierpliwością, i liczę na wygraną Borussii <3 
HEJA BVB!


BVB! Nigdy nie poddamy się!
Żółto-czarni, razem z Wami wygramy, WYGRAMY!

BVB! Cała Polska krzyczeć chce, 
Od wschodu do zachodu wołamy BVB! 


Jesteś tu już? Zostaw komentarz! Dziękuję Ci bardzo ;* 

Pozdrawiam ciepło! Syl :* 





















piątek, 24 maja 2013

Rozdział 19.

Gdy otworzyłam oczy i wybudziłam się z głębokiego snu, zauważyłam, że pokój jest wypełniony promieniami słońca. Zerknęłam na komórkę leżącą obok mojej głowy. Już było po dziewiątej rano. 
Fizycznie czułam się nieźle, wyspałam się, i zauważyłam, że mój współlokator jeszcze sobie słodko śpi. Wyglądał tak uroczo, kiedy spał. Popatrzyłam przez chwilkę na niego, miałam ochotę pogłaskać go po tych jego wspaniałych włosach, przytulić mocno... 
Nie, to niemożliwe. Wyrzuciłam te myśli z głowy, wyciągnęłam z walizki sukienkę na ramiączkach, bieliznę, wzięłam ręcznik i poszłam się ogarnąć. Gdy już się umyłam, ubrałam i uczesałam, zeszłam na dół. Przy stole siedział Mats, pił poranną kawę.
- Jak tam, Lidia? Wyspana? - zagadnął mnie przyjaznym tonem. 
- No pewnie - uśmiechnęłam się. - A Ty? 
- Średnio... - zaśmiał się. 
- Dlaczego? 
- Przez Mario - powiedział - wiesz, że on gada przez sen? 
- Chciałabym to słyszeć - zachichotałam. 
- I już od rana obgadują - usłyszeliśmy nagle Mario, schodzącego po schodach. 
- Stwierdzamy fakty - powiedział Mats. 
- Jasne... - ziewnął Mario i zaczął robić sobie kanapki. - To co ciekawego gadałem przez sen tej nocy? 
- Że jesteś ciota - zaśmiał się Mats. - Lidia, widzisz, on jest taki trochę szurnięty, nie? 
- Nie mam zdania - zaśmiałam się.
- Możesz polegać na mojej opinii - powiedział Mats. 
- Mats zapomniał dziś leki wziąć - powiedział Mario - Lidia, nie słuchaj go nawet. 
- Ale wy zabawni - powiedziałam ze śmiechem. Podeszłam otworzyć okno, a moje nozdrza wypełnił zapach naturalnego nawozu. Tfu! 
- Fu! Lidia, zamknij te okno - jęknął Mario. - Gnojem zalatuje!
- Nie zamykaj - zaśmiał się Mats - Mario lubi taki smrodek. 
- Zaraz patelnią w łeb dostaniesz - powiedział Mario. 
Zamknęłam okno i usiadłam z powrotem przy stole, Mario stał z patelnią nad Matsem i wygrażał mu. 
- Co? Dalej sapiesz? - pytał Mario, jednak nie mógł powstrzymać śmiechu. 
- Zaprzestań tego znęcania się nad bezbronnym człowiekiem - powiedział błagalnym głosikiem Mats. 
Nagle zauważyłam, że po schodach schodzi... Marco, już się widocznie wyspał. Serce zaczęło mi mocniej bić... 
- Cześć - powiedział, nie zwracając się do nikogo z osobna. 
- O nie! - jęknął Mario. 
- O tak - powiedział Marco i zaczął czochrać Mario. 
- Zabieraj te łapy - powiedział Mario.
- Fu, jakie tłuste włosy - zaczął wykrzywiać się blondyn - sam smalec! 
- Mówiłem mu, żeby czasem się kąpał - śmiał się Mats. 
- Dobrze się bawicie? - zapytał ironicznie Mario. 
- Cudownie - powiedział Mats.  
Mario usiadł ze swoimi kanapkami przy stole, zaczął je jeść. I nieźle kruszyć nimi. 
- Ciekawe, czy tu w pobliżu ktoś ma kury? Przydałaby się tu jedna, a może i dwie - skomentował Mats. 
- Mario, przyznaj się, że jeść nie umiesz - powiedział Marco. 
- Kto mnie pokarał takimi jełopami - westchnął Mario, patrząc w sufit. 
Nieźle można było się pośmiać, słuchając ich. Ja siedziałam cichutko, i chyba o mnie zapomnieli, cudnie bawili się we trójkę. 
- Też Cię kochamy - zaśmiał się Marco.
- To dobrze - powiedział Mario, i poczochrał blond czuprynę Marco. 











*** 










Niedługo wszyscy się obudzili, każdy był w dobrym nastroju. Gdy wszyscy zjedli śniadanie, przesiadywaliśmy na zacienionym tarasie, popijając chłodne piwo. 
- Co dziś robimy? - zapytał Kuba. 
- Chodźmy na plażę - powiedziała Ania - jest tak gorąco. 
- Czemu nie - powiedział Łukasz - ale trzeba iść lasem. 
- No i? Chodźmy! - powiedziała żywo Agata - popływamy trochę, ochłodzimy się. 
- Akurat mniej więcej wiem, jak tu iść - powiedział Łukasz - parę lat temu tu byliśmy, no nie, Ewa? 
- Dokładnie - odparła Ewa. 
- To co, z buta idziemy? - zapytał Mario. 
- Pewnie! Ruch to zdrowie - powiedział Kuba. 
- Ja chyba kąpielówek zapomniałem - odezwał się Marco.
- Mogę ci pożyczyć, bo mam chyba nawet trzy pary - powiedział Mario. 
- O, to dobrze - powiedział Marco.
- Ha, widzisz... - uśmiechnął się szeroko Mario. - Zakład, że skoczę na główkę? 
- Ja Ci dam - powiedział Marco. 
- Zabijesz się, człowieku - powiedział Łukasz.
- No i trudno, będzie spokój - wzruszył ramionami Mario. - Nikt by mnie i tak nie żałował. 
- Ty to masz żarty, Mario - westchnęła Ewa. 
- Fajne, nie? - uśmiechnął się Mario.
- Wstrząsające raczej - stwierdziła Ewa. 
- Dobra, nie gadajcie już, zwijajcie manele i ruszamy - zarządził Kuba. - Raz, raz! Po co marnować dzień? 
- Słyszeli? - dodał Łukasz.
- Tak jest! - Robert zasalutował. 
Wszyscy pobiegliśmy do swoich pokoi, ja zaczęłam przeszukiwać w pośpiechu walizkę. Nie mogłam się dokopać, więc byłam zmuszona wyrzucić wszystko na łóżko, a trochę tych manatków było. Miałam zapakowane podobnie jak Mario, trzy stroje kąpielowe, jeden kupiła mi Ewa przed wyjazdem. Jeden był jednoczęściowy sportowy, drugi dwuczęściowy czarny, a trzeci również dwuczęściowy, tyle że koloru fioletowego. Zdecydowałam się ubrać ten fioletowy. Pobiegłam do łazienki ubrać go pod sukienkę, po czym wróciłam jeszcze do pokoju, zapakowałam ręcznik i kilka innych niezbędności do torebki plażowej, którą również sprezentowała mi Ewa, i byłam już gotowa. Gdy wychodziłam z pokoju, akurat minęłam się w drzwiach z Marco. Znów poczułam ten zapach jego perfum. Aż lekko zaszumiało mi w głowie... 
- Lidia, jaka ty jesteś szczuplutka - powiedziała Ania, gdy zeszłam na dół - super masz figurkę, po prostu rewelacja! 
- E tam, nie ma czym się zachwycać - machnęłam ręką - ale dziękuję. 
- Właśnie że jest! - powiedziała Agata - może kogoś na plaży poderwiesz? - zażartowała. 
- Dobry żart - stwierdziłam - kto by z takim pasztetem chciał flirtować.
- Jakim pasztetem? Opamiętaj się, kobieto - powiedziała Ewa. 
- No właśnie - powiedział Mats. 
- Oj Mats, powiem Cathy... - zaczął się chichrać Mario. 
- Nic nie zrobiłem ani nie powiedziałem przecież, Mario, Ty... 
- Żartowałem, się już nie tłumacz - Mario poklepał Matsa po ramieniu. 
Marco w końcu również szedł na dół, przygotowany do wyjścia. 
- Towarzystwo, wymarsz - powiedział Łukasz i uroczyście otworzył drzwi. 
- Tak jest - powiedział Marco z uśmiechem, na który mogłabym patrzeć godzinami. 
Nie potrafiłam znaleźć pretekstu, by zacząć z nim jakąkolwiek rozmowę, ale też trochę się tego... bałam. Marco był bardzo miły i wyglądało, że miał dobry humor, ale jego wzrok mnie omijał... 
Nałożyłam klapki i przeczesałam jeszcze raz włosy. 
I zaraz poszliśmy wszyscy, prowadzeni przez Łukasza, naszego przewodnika. 










*** 










Dotarliśmy w końcu na plażę. Droga była całkiem prosta. Trochę szliśmy łąką, trochę lasem, przez wioskę i dotarliśmy. W ogóle okolica bardzo mi się spodobała, była to miła odmiana dla wszystkich pobyć nieco w takim miejscu. 
W lesie zauważyliśmy mnóstwo krzaków, na których obficie rosły maliny, ale nie mieliśmy w co ich nazbierać. 
Na owej plaży nie było zbyt wiele osób, jednak kilka osób rozpoznało polską trójcę z Dortmundu i było kilka próśb o autografy, i oczywiście wspólne zdjęcie. Chłopaki oczywiście chętnie spełnili te prośby. 
Rozłożyliśmy ręczniki w słonecznym miejscu, Robert spostrzegł, że niedaleko można wynająć łódź motorową. 
- Dobrze, że mam jakieś pieniądze ze sobą - stwierdził - uwielbiam pływać łodziami motorowymi! 
- Mogę się przyłączyć? - zapytał Mats. 
- Jasne! - powiedział Robert. 
- Tylko się tam nie potopcie - powiedziała Ania.
- Spokojna twoja rozczochrana - powiedział Robert i poczochrał brązowe włosy Anki.
- Ej no! - wkurzyła się Ania. 
- Też Cię kocham - wyszczerzył się Robert i poszedł razem z Matsem poszaleć na motorowej łodzi. 
- Ja trochę chyba się poopalam - powiedziała Agata i wyciągnęła ze swojej torby krem do opalania. 
- Ja również - powiedziała Ewa.
- Ja idę popływać! - powiedziała Ania. 
- My też, nie, Łukasz? - powiedział Kuba. - Lidia, idziesz z nami! 
A tymczasem Mario i Marco już dawno pościągali łachy i stali sobie na kładce. 
Ania w swoim sportowym stroju kąpielowym pobiegła do wody i zaczęła pływać. Ona naprawdę była wysportowana. Wiadomo, kto ćwiczy karate, musi być wysportowany i to jak. 
Poszłam również do wody, była całkiem już ciepła. Powoli się zanurzyłam i zaczęłam również pływać. Kuba i Łukasz we dwójkę zaczęli wypływać na głębsze wody, po czym Anka do nich się przyłączyła. Ja postanowiłam jeszcze za daleko nie wypływać. Mario i Marco siedzieli sobie na kładce i moczyli nogi. 
Ja sobie pływałam spokojnie, tam, gdzie, miałam grunt, a w końcu Marco się podniósł i skoczył z kładki, po chwili się wynurzył. Ale nie na główkę. 
- Marco, to mogę skoczyć na główkę? - Mario złożył ręce jak do modlitwy. 
- Nie, nie możesz - powiedział Marco. 
- A i tak skoczę... - nabijał się Mario. 
- Ja Cię z dna nie będę zbierał - powiedział Marco. 
- Przesadzasz... - powiedział Mario. 
- Złaź z tej kładki! - rozkazał Marco. 
- Jak sobie życzysz - powiedział Mario, po czym skoczył z kładki, ale nie na główkę, tylko na brzuch. 
- Po co ta spina, żartowałem z tymi skokami na główkę - usłyszałam. 
- Ciota - syknął Marco. 
- Też Cię kocham - wyszczerzył się Mario. 
Słuchałam z zainteresowaniem tej ich rozmowy. Każdy by wywnioskował, że Marco naprawdę troszczy się o Mario. Choć wprawdzie te skoki na główkę były tylko żartem Mario. Sama zawsze uważałam, że to niebezpieczne. Można na wózku inwalidzkim nawet wylądować. 
Mario i Marco zaczęli na siebie chlapać, jak dzieci. Uśmiechnęłam się pod nosem, zauważyłam, że Łukasz, Kuba i Ania płyną z powrotem. 
- Co tak szybko? - zagadnęłam.
- Nie mamy już mocy - powiedział Łukasz. 
Dołączyłam do nich i wspólnie popłynęliśmy do brzegu. Agata i Ewa były zajęte czytaniem jakichś gazet. 
- Ciepła woda? - zapytała Ewa.
- Sama byś się przekonała - powiedział Łukasz.
- Potem może - powiedziała Ewa. 
- Całkiem ciepła - stwierdziłam.
Byłabym całkiem szczęśliwa, gdyby nie ta jedna sprawa... 











*** 









Całkiem miło zlatywał dzień. Łukasz i Kuba wybrali się po lody. 
- Jesteśmy! - usłyszałam nagle Kubę. - Łapcie się za rożki.
- Macie truskawkowe? - zapytała Agata.
- Jasne - powiedział Kuba - pamiętałem doskonale. 
- Cieszę się - powiedziała Agata. 
Robert i Mats dalej nie wrócili, zapewne nieźle się bawili pływając tą łodzią. 
- Mario, Marco, chodźcie na lody - zawołał Łukasz.
Chłopaki podeszli, usiedliśmy wszyscy na ręcznikach i się zajadaliśmy. Ukradkiem spoglądałam na Marco, wyglądał uroczo. Ta jego fryzurka, umięśniona klata, wyglądał naprawdę... seksownie. Pożerałam wzrokiem jego ciało, nogi, klatę... 
Gdy Łukasz wszamał swojego loda, poderwał się gwałtownie. 
- Też bym pojeździł łodzią motorową - powiedział. 
- Iść z Tobą? - zapytał Kuba.
- Cieszyłbym się - powiedział Łukasz. 
- Ach, wy rajdowcy - powiedziała Ewa.
- No pewnie - powiedział Kuba - a wy chłopaki nie chcielibyście? 
- Ja nie - powiedział Marco.
- Ja też nie - powiedział Mario. 
- Dobra, Łukasz, to idziemy - powiedział Kuba. Wziąwszy pieniądze, poszli sobie poszaleć na łodzi. 
Ania, Agata i Ewa wylegiwały się z lubością na ręcznikach, Mario i Marco poszli znów na kładkę, a ja postanowiłam się trochę jeszcze przepłynąć. Zatem weszłam do wody, postanowiłam tym razem trochę dalej dopłynąć. Zaczęłam płynąć do przodu, tylko musiałam uważać, aby zbyt daleko się nie zapuścić. 
- Lidia, tylko nie za daleko - usłyszałam Mario.
- Spokojna twoja głowa - odkrzyknęłam, i przez to napiłam się niechcący trochę jeziornej wody. Tfu! 
Spokojnie sobie płynęłam, w końcu nieco mnie ramiona zaczęły boleć. Odwróciłam się - ho ho, nieźle odpłynęłam. 
Chciałam chwilkę odsapnąć, i nagle niechcący ustałam, i wszystko byłoby dobrze, gdyby był tu grunt! 
Zaczęłam zapadać się pod wodę. I zaczęłam nerwowo machać rękami, chcąc się ratować, ale mało co to dawało, pewnie dlatego, że już byłam zmęczona.
- Co ja głupia zrobiłam - pomyślałam przerażona - na bank już po mnie... 






__________________________ 






Mam nadzieję, że przypadło Wam do gustu! 
Trochę się rozpisałam, i mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :3 
Piszcie, co o tym myślicie :) 


Już jutro finał! Czekam z niecierpliwością <3 
Tylko już o tym myślę, i o niczym innym! 
Piłkarze Borussii już w Londynie :) 





Chętnie bym się przejechała! :3 
Poza tym, pozwolę sobie powiedzieć, że byłam pod tym pałacem, w ogóle byłam w Londynie na wakacjach w 2011 :) 
Bardzo miło to wspominam! Trafalgar Square, London Eye, kraina M&M's itd., no i Abbey Road, pasy, na których Beatlesi zrobili okładkę na swój przedostatni album :) 
Okej, już więcej się nie przechwalam! ;> 


Jesteś tu już? Zostaw komentarz, każdy jest dla mnie olbrzymią motywacją! 
Dziękuję z góry! 

Pozdrawiam, Syl :) 






















czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 18.

Gdy się obudziłam, zorientowałam się, że pędzimy niemiecką autostradą. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni, zegarek wskazywał godzinę 8:30. A jeszcze kawał drogi był przed nami. 
Ziewnęłam i rozejrzałam się wokół. Łukasz prowadził, obok niego oczywiście siedział Kuba. Ewa i Agata rozwiązywały krzyżówki, Robert o czymś zawzięcie nawijał razem z Matsem, natomiast Ania spała. Marco i Mario mieli słuchawki na uszach, słuchali muzyki. 
- Czym by tu się zająć - pomyślałam. 
Czułam, że już klimatyzacja poszła w ruch. Za oknem słońce już wzeszło, zapowiadał się upalny, słoneczny dzień. 
- Łukasz, czy aby nie przesadzasz z prędkością? - zagadnęła Agata. 
- Spokojnie Agatka, nie dam mu nas zabić - zaśmiał się Kuba. 
- Nie panikujcie, wszystko jest pod kontrolą - zaśmiał się Łukasz. 
- Mam nadzieję - powiedziała Ewa - o, Lidka, obudziłaś się? Może chcesz coś przekąsić? 
- A nie, dzięki, nie jestem jeszcze głodna - odparłam. 
- To chociaż napij się czegoś - powiedziała Ewka, otworzyła stojącą obok przenośną lodówkę i podała mi puszkę Pepsi. 
- To może ja też - powiedziała Agata. - Chluśniem, bo uśniem! 
Ostatnie słowa powiedziała po polsku, wszyscy się roześmialiśmy, tylko Mats nie, bo on nie znał przecież polskiego. Ale gdy mu wytłumaczyliśmy, również się zaśmiał. Mario i Marco dalej się nie odzywali, a gdy się odwróciłam w ich stronę, zauważyłam, że blondyn zasnął, opierał się o ramię Mario, słuchawki mu opadły na szyję. 
- A on co, śpi? - zapytał Robert Mario. 
- Raczej - powiedział Mario - a niech śpi, kto to widział o szóstej wstawać. 
- I tak pewnie w nocy dotrzemy na miejsce - powiedział Kuba. 
- Znając polskie drogi... - westchnął Łukasz. 
Wzięłam łyk Pepsi i zaczęłam wyglądać sobie przez okno minibusa. Prędko jechaliśmy, ale się raczej nie bałam, ufałam, że Łukasz nie przesadzi. 
Za oknem było widać mnóstwo wiatraków, nic poza tym innego fascynującego. 
Odwróciłam się jeszcze raz, Marco wciąż spał. Znów zaczęłam czuć się nie najlepiej. Wprawdzie jechaliśmy na wspaniałe wakacje, ale nie byłam tym zanadto podekscytowana. Wiadomo, dlaczego. 
Dopiłam napój, wyrzuciłam puszkę i oparłam głowę o okno. Zastanawiało mnie, co się jeszcze może takiego wydarzyć przez najbliższe dwa tygodnie, spędzone w Polsce... 












*** 










Łukasz zrobił postój, wszyscy poszli albo rozprostować nogi, albo do łazienki, lub do sklepu, jak kto potrzebuje. Ja na chwilę wyszłam rozprostować nogi, i zaraz wróciłam do pojazdu. 
Siedziałam sama, tępo gapiąc się przez okno, gdy poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam... Marco. 
- Lidia... - odezwał się cicho.
- Tak? 
- Między nami się popsuło - westchnął. - Tak bardzo mi szkoda tych naszych wspólnie spędzonych chwil, naszej dobrej relacji. 
- To wszystko moja wina... - zdecydowałam się nie owijać w bawełnę. - Ten SMS, i w ogóle moje zachowanie...
- Ja też nie jestem bez winy, uwierz - powiedział - proszę cię, zapomnijmy o wszystkim... i spędźmy niesamowite wakacje! 
- Marco? Ty mi wybaczasz? - zapytałam. 
- Ja Tobie? Mam nadzieję, że to Ty mi darujesz, złotko! - powiedział. 
- Chodźmy się przejść - zaproponowałam - porozmawiamy trochę, rozprostujemy nogi...
- Z przyjemnością! - powiedział i wyszliśmy z busa, Mario akurat się kręcił obok, zauważyłam zszokowana, że... pali papierosa. Marco gdy to zobaczył, od razu się wkurzył.
- Mario, jesteś niemożliwy!
- Też Cię kocham - wyszczerzył się Mario. 
- Ile razy można powtarzać? W końcu się uzależnisz, zobaczysz! 
- Też Cię kocham - powtórzył Mario, uśmiechając się dalej. 
- Nieładnie, Mario - powiedziałam.
- Ja tylko czasem - powiedział - nie jestem wcale uzależniony! Nie słuchaj blondyna, bo on... 
- Blondyn chce cię ustrzec przed nałogiem - powiedział Marco, krzyżując ręce na piersi. 
- Mario, byś docenił, że masz takiego kumpla - powiedziałam. 
- Ależ doceniam cały czas - powiedział i rzucił peta na ziemię, depcząc go butem. - Już więcej nie palę... przynajmniej nie dzisiaj!
- Idziemy, Marco - powiedziałam, on wcale nie protestował. Poczułam, że to jest ten moment... 
Szliśmy wolnym krokiem, w końcu znaleźliśmy się za budynkiem stacji benzynowej, na której zrobiliśmy przerwę. 
- Muszę Ci coś powiedzieć, teraz albo nigdy - powiedział Marco.
- Ja również - powiedziałam. 
I nagle... oboje zastygliśmy, Marco nagle przerwał tę ciszę...
- Nie domyślasz się może? 
- Marco, ja... ja...
I poczułam, jak chwyta mnie w pasie i przyciąga do siebie. Nasze usta zbliżały się coraz bardziej do siebie... 
- Lidia! Wstawaj! - usłyszałam nagle Ewę. - Postój robimy! 









*** 








Otworzyłam szeroko oczy, mrugając intensywnie powiekami. Ewa stała nade mną, potrząsając mnie lekko, abym się obudziła. 
Przed chwilą, we... śnie, bo to był jednak sen, tylko sen, wyznaliśmy sobie wszystko z Marco, a teraz... 
To tylko był sen, dalej ani słowa z Marco nie zamieniłam, a Mario przecież wcale nie pali papierosów. 
Poczułam, jak rumienią mi się intensywnie policzki.
- Stało się coś? Zły sen? - zapytała Ewa. 
- Nie! - odparłam. - Postój? To idę rozprostować nogi.
- Słusznie - powiedziała Ewa. 
Wyszłam z busa, już nieźle się ociepliło, dobrze, że nasz pojazd miał klimę. 
Poszłam szybko do łazienki, potem tylko sobie spacerowałam nieopodal busa, rozprostowując kończyny. 
W moim śnie wychodziłam razem z Marco... 
Ania i Agata oglądały rabatki kwiatowe, które się tu znajdowały, Ewy i Roberta nie widziałam, żeby byli w pobliżu, Mats rozmawiał z Kubą i Marco, Łukasz otworzył maskę od busa i coś sprawdzał, Mario natomiast tak samo się kręcił wokół, jak i ja. 
- Jak tam, Lidia? - zapytał Mario. 
- Całkiem dobrze... - powiedziałam. - Jeszcze kawał drogi przed nami. A jak Twoje samopoczucie?
Dziwnie się trochę poczułam. Mario był najlepszym przyjacielem Marco, trochę dziwnie mi się rozmawiało... Do czego ten Mario mógł zmierzać? 
- Ujdzie - ziewnął. - Jestem pod wrażeniem, jak dobrze mówisz po niemiecku. 
- Lata nauki - powiedziałam. 
- Mario! Możesz tu przyjść na moment? - usłyszeliśmy Marco.
- Oj, wybacz - wyszczerzył się Mario i podszedł do blondyna, który go zawołał. 
Nie wiedziałam i nie wnikałam, po co go zawołał.
Ewa i Robert przyszli, wszyscy byli w moim polu widzenia. Łukasz zamknął maskę i zaczął wszystkich wołać.
- Ruszamy dalej - obwieścił.
- Może teraz ja poprowadzę? - powiedział Kuba - odpoczniesz trochę, stary.
- Okej, nie ma sprawy - powiedział Łukasz. 
Usiedliśmy wszyscy na swoich miejscach. 
Marco omijał mnie wzrokiem, ja zresztą też bałam się spojrzeć mu w oczy, pomimo uczucia, z pewnością nieodwzajemnionego, jakim go potajemnie obdarzyłam... 
Jechaliśmy tak i jechaliśmy, w końcu przejechaliśmy granicę. Zmierzaliśmy na północ, na Mazury. 










*** 









- Daleko jeszcze? - ziewnęłam. Było już po 23, a my dalej jechaliśmy, trochę niestety błądziliśmy. 
- Jeszcze chwilka - powiedział Łukasz - jesteśmy na dobrej drodze! 
- Cieszę się - odparłam. 
Nie mogłam się doczekać momentu, aż położę się spać. Miałam nadzieję, że łóżko, w jakim przyjdzie mi spać będzie wygodne. 
- To chyba za tą wioską. Wiecie, to będzie tak na skraju lasu - powiedział Łukasz. 
- Ale będzie tam bieżąca woda? - zapytał Marco. 
- Nie, będziemy ze studni wodę czerpać - zaśmiał się Mario. - A toaleta będzie drewniana na dworzu. 
- Mario, jesteś zabawny - powiedziała Ania. 
- Zawsze ci mówiłem - wtrącił Robert. 
- Ej! To chyba tu! - powiedział Łukasz. - Skręć! 
- Tak! To ten domek - pokiwał głową Kuba. 
Już było nie za jasno, cóż, w końcu późna godzina. Ale było włączone jakieś oświetlenie, na szczęście. W końcu Kuba zatrzymał samochód i wszyscy wysiedliśmy. 
- To ponoć bezpieczne miejsce - powiedział Łukasz - ja je załatwiałem - dodał z dumą. 
Chata faktycznie była fantastyczna. Spodobała mi się. Chłopaki zaczęli wyciągać bagaże, wzięłam swoją walizkę i zmierzyłam z nią w kierunku drzwi wejściowych. Ale była taka ciężka, że ledwo się z nią wlekłam. 
- Pozwól, że Ci pomogę - usłyszałam nagle... Marco, nim zdążyłam zareagować, wziął mój bagaż i bez problemów wszedł z nim do chaty. Zdecydowanie był silniejszy ode mnie. 
- Dziękuję - powiedziałam zaskoczona. 
- Nie ma sprawy - powiedział cicho i pobiegł jeszcze na zewnątrz. Przedpokój był również niczego sobie. 
Wszyscy w końcu poznosili swoje walizki. Zaczęłam ziewać. 
- Lidia, chodź, pokażę Ci Twój pokój - powiedział Łukasz. Wziął moją walizkę i poszliśmy na górę. Pokój który otrzymałam, był naprawdę ładny, wprawdzie nieduży, ale przytulny. 
- A drugie łóżko dla kogo? - zapytałam.
- Ktoś zapewne dojdzie do Ciebie - odparł. - Łazienka jest po lewej stronie, jakby co. 
Na szczęście, Mario tylko żartował z tą studnią i drewnianą toaletą, była tu bieżąca woda, w tej chacie. Wyciągnęłam z walizki ręcznik, żel pod prysznic oraz piżamę, i skierowałam swoje kroki do tej łazienki. Wzięłam szybki prysznic, i wróciłam do swojego pokoju. Rozwiesiłam ręcznik na krześle, ciuchy które dziś na sobie miałam schowałam do walizki, i walnęłam się na łóżko. Już miałam wstać aby zgasić światło, gdy nagle ktoś wszedł. 
- Mam z Tobą dzielić pokój - usłyszałam... Marco. 
Doznałam szoku. Myślałam, że przyjdzie Mats, a Mario i Marco będą spali w jednym pokoju, przecież zawsze byli nierozłączni. 
- No dobrze - powiedziałam - okej. - i ziewnęłam znów, byłam bardzo zmęczona. Powieki zaczęły mi się kleić. 
Marco poszedł jeszcze się umyć, a ja już weszłam pod kołdrę i próbowałam zasnąć. Marco szybko wrócił wykąpany, zgasił światło i położył się na sąsiednim łóżku.
- Dobranoc - usłyszałam. 
- Dobranoc - odpowiedziałam, i zamknęłam oczy. Czułam się dziwnie. Wprawdzie zamieniłam kilka słów z Marco, ale to raczej przymusowe było, taka była sytuacja. 
Nie miałam sił analizować w myślach wszystkiego, co się dzisiaj wydarzyło. Powoli odpłynęłam w krainę snu. 







____________________ 





Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, moje kochane czytelniczki! 
Czekam na komentarze i Wasze opinie! 

A tak poza tym... 
Mam już dosyć szkoły. Nie tylko dlatego, że nauka. 
Jestem wyśmiewana za to, że kibicuję Borussii. Ech... wczoraj miałam dość przykrą sytuację. Wracałam od lekarza, akurat miałam na sobie koszulkę Borussii, i mijałam się z bandą tych hejterów z mojej szkoły. Już z dala, gdy mnie zobaczyli, zaczęli wykrzykiwać, że BVB to cieniasy, albo "Goetze do Bayernu!" itp. 
Akurat miałam takiego pecha, że byłam sama, a ich była cała grupka. I jak tu się bronić? 
Za plecami pewnie też mnie obgadują. W tej mojej szkole nie można być sobą. Kiedyś się wyśmiewali, jak się dowiedzieli, że Beatlesów słucham... 
A ja raczej nie należę do odważnych, no i nie zawsze wiem, jak się odgryźć. MASAKRA. 
Okej, już Was nie zanudzam! :> 


Czytasz - komentujesz! Pamiętaj :> 
Pozdrawiam ciepło :) 






wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 17.

W czwartek i piątek nic ciekawego się nie wydarzyło. Większość czasu siedziałam w pokoju i patrzyłam się w swojego laptopa. Miałam wrażenie, że Ewa się tak jakby o mnie martwi, ale o nic nie pytała. 
Bo byłam, i dalej jestem smutna, do soboty się przeciągnął mój zły stan psychiczny. 
Obudziłam się około dziesiątej rano. 
- Dziś pakowanie - pomyślałam - no to trzeba ruszyć tyłek! 
Zatem wstałam z łóżka, wyciągnęłam z szafy koszulkę, krótkie spodenki, gdyż znów powróciły upały, oraz oczywiście bieliznę i pomknęłam w szlafroku do łazienki. 
Moje oczy były podpuchnięte, malował się w nich wyraźny smutek. Nie cieszyła mnie specjalnie perspektywa wakacji na Mazurach, zwłaszcza, że będę musiała spotkać Marco i przebywać w jego towarzystwie, a wiedziałam, że nie będę miała wystarczająco dużo odwagi, żeby do niego jakkolwiek zagadać... Wprawdzie już wiedziałam, że zadurzyłam się w nim, ale... nie dość, że jestem dość nieśmiała, to jeszcze nie miałam pojęcia, jak zacząć rozmowę... 
Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Napuściłam sobie wody do wanny, nalałam lawendowego płynu i zaczęłam się kąpać. 
Po jakichś piętnastu minutach wyszłam z wanny, ubrałam się, upięłam włosy w kucyk, a gdy wyszłam z łazienki świeża i pachnąca, usłyszałam jakieś ożywione rozmowy na dole. Przystanęłam na schodach i usłyszałam, że przyszło do nas dwóch gości. 
- Musimy o 7 wyjeżdżać? - usłyszałam Mario - ja przecież nie wstanę tak wcześnie! 
- Nie ma rady kochany, trzeba jechać wcześnie rano - powiedział Łukasz. 
- Wypijesz mocną kawę i jakoś to będzie - a gdy te słowa usłyszałam, wypowiedziane przez... Marco, to normalnie aż mi zakręciło się w głowie. On tu przyszedł razem z Mario zapewne porozmawiać w kwestii wyjazdu. 
- Teraz to na dół nie zejdę - pomyślałam przerażona. 
Nie miałam pojęcia, co robić. Z jednej strony pragnęłam wyjaśnić sobie kiedy wszystko z Marco, a z drugiej strony się bałam teraz nawet zagaić "cześć" , w ogóle pokazać mu się na oczy. 
Chociaż i tak spotkam go jutro, wtedy już nie będzie innego wyjścia, jak się z nim zobaczyć. 
- Lidia! - zawołała mnie Ewa.
- Słucham?
- Możesz tu zejść na dół? 

Struchlałam, jak to usłyszałam. No, ale musiałam zejść.
- Idę... - odkrzyknęłam powoli i z bijącym sercem zeszłam na dół. 
Łukasz, Mario i Marco siedzieli przy stole i popijali herbatę. Ale aż mnie przeraziło, jak Marco wyglądał - cały był bledziutki... 
- Cześć Wam - rzuciłam do nich. 
Odpowiedzieli mi wprawdzie tym samym, ale wzrok Marco mnie omijał. 
Poczułam się jeszcze bardziej zdołowana. Ale nie dałam po sobie nic poznać. Ewa klepnęła mnie po ramieniu. 
- Musimy iść na duże zakupy - powiedziała - pójdziesz ze mną, okej? Przyda mi się pomoc. A chłopaki niech tu sobie obgadają sprawy. 
- No dobrze - powiedziałam. - To chodźmy. 
- Mamuś! - usłyszałam Sarę - a przywieziesz mi batonika? 
- A jakiego byś chciała, kochanie? - zapytała ciepło jej matka.
- Marsa - powiedziała Sara.
- Okej - odparła Ewa. 
Ewa powyciągała jakieś torby na zakupy, ja nałożyłam balerinki i wyszłyśmy z domu. 
Chociaż wcale a wcale nie byłam w nastroju na robienie zakupów... 









*** 










Obkupiłyśmy się z Ewą, w ogóle nie żałowała pieniędzy. Masa jedzenia, picia, do tego musiałyśmy dokupić specjalne pojemniki niedopuszczające ciepła, żeby mieć w co schować lody i chłodne napoje. Cóż, upał dopisywał, i nic się nie zanosiło, żeby miało być zaraz zimno. 
- No to dałyśmy czadu - powiedziała Ewa - już się nie mogę doczekać, aż znajdziemy się w Polsce! Ależ będzie cudownie! 
- Bez wątpienia - powiedziałam. 
- Oby tylko nas kleszcze nie pogryzły w tym lesie - powiedziała Ewa. 
- I komary nie pogryzły - dodałam.
- Ha! Racja - powiedziała - no właśnie, trzeba będzie dokupić coś na te komary. Jakiś spray przeciw ukąszeniom. 
- Dokładnie - powiedziałam. 
- Tak... a tak w ogóle - ton Ewy zrobił się poważniejszy - czy mi się kochana wydaje, czy ty od paru dni masz doła? Chodzisz taka smutna po domu, mało co mówisz... 
Cholera. I co teraz? Nie wiedziałam, czy chcę ujawniać prawdę. 
- Wiesz, że mam popsutą psychikę przez ojca - zaczęłam - rany na duszy tak łatwo się nie zagoją. 
- Rozumiem... - westchnęła - ale uwierz, że też masz prawo być szczęśliwa. 
- Wiem - powiedziałam. - Może kiedyś będę. 
Ostatnie trzy słowa powiedziałam bez przekonania. 
Wróciłyśmy niedługo do domu, Marco i Mario już nie było. W salonie kręcił się Łukasz, walizki zostały już uszykowane. Sara bawiła się w ogrodzie. 
- Więcej jedzenia, to kupić się nie dało? - skomentował.
- A jeść będzie się chciało po drodze - powiedziała Ewa. 
- Lidia, zaniosłem ci dwie walizki do pokoju, idź swoje manatki spakować - powiedział Łukasz. - Mam nadzieję, że dwie walizki ci wystarczą. 
- Może nawet jedna - powiedziałam. 
Poszłam zatem do swojej komnaty, faktycznie, walizki już na mnie czekały. Jedna była dosyć spora, uznałam, że mi wystarczy. Zapakowałam do niej ubrania, kosmetyki, itd., trochę mi to czasu zajęło. No, ale w końcu byłam spakowana na dwutygodniowy wyjazd. 
I nagle zauważyłam, że na moim biurku leży... 200 euro. Od kogo? To od Łukasza? Postanowiłam pobiec i zapytać. 
Akurat kończyli pakować własne ubrania. 
- Łukasz, to ty mi położyłeś te 200 euro w pokoju? - zapytałam.
- Tak - powiedział - będziesz miała na drobne wydatki w Polsce. Wymienisz na złotówki i poszalejesz sobie. 
- Jejku, dzięki - powiedziałam i go przytuliłam, Ewa się uśmiechnęła.
- Spakowałaś się już? - zapytała pogodnie.
- Tak - powiedziałam - wyrobiłam się w jednej walizce.
- Super - powiedział Łukasz - to idę wynieść tę drugą.
I poszedł, a ja zostałam sama z Ewą.
- Jutro o 6 pobudka - powiedziała. 
- Jak ja wstanę... - westchnęłam - ale okej, odeśpię sobie w busie. 
- No właśnie, poduszkę weźmiesz i będzie dobrze - powiedziała. - Idę zobaczyć, co Sara porabia. 
I poszła, a ja wróciłam do swojego pokoju. Zastanawiałam się, czy zabrać laptopa ze sobą. W końcu stwierdziłam, że jednak nie.
- Mam internet na komórce - pomyślałam. - A laptop niech zostanie na biurku. 
Schowałam pieniądze do portfela, portfel do torebki podręcznej, po czym nieco posprzątałam w swoim pokoju. 
Po wszystkim, wyszłam do ogrodu i rozłożyłam się na leżaku, rozmyślając o wszystkim. 
Jutro, to już jutro... 











*** 










- Lidia! Wstawaj! Już zaraz szósta! - ktoś do mnie mówił i potrząsał mną delikatnie. To był Łukasz. 
- Co jest? - wymamrotałam, jeszcze na wpół śpiąca. 
- Szykuj się, za godzinę wyjazd - powiedział. Był już ubrany i ogarnięty. 
- Ach! No tak! - zawołałam i wylazłam z łóżka, szybko je zaścieliłam, po czym wyciągnęłam z szafy czerwone spodenki, bluzkę w paski i pobiegłam do łazienki. Szybko się umyłam, ubrałam i uczesałam, po czym zbiegłam na dół. 
Przy stole siedziała Ewa i piła kawę. Sara wczoraj pojechała do opiekunki, gdzie miała tymczasowo pomieszkać razem z Oliwią. 
- Łukasz już zaniósł twoją walizkę - powiedziała. - Wypij kawę, tak na przebudzenie. 
- Okej - odparłam, i zrobiłam jak doradziła mi Ewka. 
Później wyszłyśmy na dwór, Łukasz pakował nasze walizki do minibusu, którym mieliśmy jechać. 
Powoli zaczynało się schodzić towarzystwo. Jako pierwsi dotarli Kuba z Agatą, później Mats przyjechał razem z Anią i Robertem, brakowało jeszcze Mario i Marco. Zostawiłam jeszcze na chwilę wszystkich, pobiegłam po swoją torebkę. Sprawdziłam, czy wszystko w niej jest i wróciłam. 
Gdy wróciłam, akurat dotarli Mario i Marco. 
- Dawać bagaże - powiedział Łukasz, zapakował je zaraz do bagażnika. Wyglądało na to, że wszystko już gotowe i możemy jechać. 
- Okej, towarzystwo, na pokład - powiedział wesoło Łukasz i wszyscy zajęliśmy swoje miejsca. 
Usiadłam przy oknie, a ponieważ chciało mi się spać, podłożyłam pod głowę poduszkę i postanowiłam spróbować zasnąć. 





___________________ 






No i mamy już siedemnastkę :) 
Mam nadzieję, że Wam się podoba!
Następny nie wiem kiedy, trochę tej nauki jednak mamy niestety -.-
Ale już niedługo sobota i meeecz <3 

Czytasz - komentujesz! Z góry dzięki :> 

Pozdrawiam, Syl ;*